Praca.pl Poradniki Rynek pracy
„Wiele kobiet myśli: Nie awansuję, bo jestem za gruba”. Wywiad z autorką książki „Waga z głowy”

„Wiele kobiet myśli: Nie awansuję, bo jestem za gruba”. Wywiad z autorką książki „Waga z głowy”

 
„Wiele kobiet myśli: Nie awansuję, bo jestem za gruba”. Wywiad z autorką książki „Waga z głowy”

Fat shaming to zjawisko polegające na piętnowaniu otyłości. Ma na celu poniżenie, zawstydzenie i ośmieszenie człowieka z powodu jego wyglądu. Obecny jest w mediach, w życiu prywatnym i zawodowym. W tym ostatnim przybiera formy dyskryminacji i mobbingu. Osoby z nadwagą mają mniejsze szanse na zatrudnienie, otrzymują niższe wynagrodzenie i rzadziej awansują. Często postrzegane są jako leniwe i mniej kompetentne. I co gorsze, same w to wierzą. – Myślą: „nie będę aplikować na to stanowisko, bo jestem za gruba”, „nie awansowałam, bo jestem za gruba”. Same siebie hamują, równocześnie myśląc, że schudnięcie będzie lekiem na całe zło zauważa Katarzyna Kucewicz, psycholożka i psychoterapeutka, autorka książki „Waga z głowy. Poradnik pozytywnej redukcji”. W rozmowie z Anną Rychlewicz opowiada o budowaniu samooceny, znaczeniu wagi w biznesie, a także własnej drodze do zmniejszenia wagi o 65 kg.

 

Kształtowanie naszej relacji z samym sobą to temat, o którym mówimy coraz głośniej i chętniej. Budowanie poczucia własnej wartości nie należy do najprostszych zadań, bardzo łatwo jest je też zburzyć, prawda? Jak to jest z tą naszą samooceną? Czy wskaźnik BMI jest miarą naszej wartości? 

 

Sedno problemu leży w naszych przekonaniach, naszych głowach i w przekazach kulturowych. Wskaźnik BMI nie definiuje nas jako człowieka. Nie zawsze jest też tak, że osoby, których waga określana jest jako prawidłowa, mają wysokie poczucie własnej wartości. Na pewno jednak, co pokazują nam badania, u wielu osób, które są powyżej normy, to poczucie własnej wartości i atrakcyjności jest znacznie obniżone. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że kulturowo zostało przyjęte, że norma BMI stanowi o atrakcyjności człowieka. Funkcjonuje to trochę na takiej zasadzie: „jeśli chcesz być taka jak inni i chcesz być tak samo wartościowa jak inni – musisz być jak oni”. 

 

Wpisać się w wyśrubowane standardy?

 

Dokładnie tak. Dlatego też osoby plus size mają często poczucie bycia poza standardem. Czują się inni, nierzadko – gorsi.

 

Obowiązujący kanon piękna i to, do czego dążymy pod względem wyglądu, zakorzeniane jest w nas od najmłodszych lat. W swojej książce „Waga z głowy” przytoczyłaś badania mówiące o tym, że 52 proc. dzieci w wieku 10-11 lat jest niezadowolonych ze swojego wyglądu i zamartwia się niedostateczną urodą. Dziecko, które nie ma jeszcze świadomości własnego ciała, z otoczenia przyjmuje to, że trzeba być na diecie. Z takim przekonaniem dorastamy. A czy już życiu dorosłym nie jest tak, że wiele osób narzuca sobie presję zgubienia zbędnych kilogramów nie dla siebie, nie w trosce o swoje zdrowie i dobre samopoczucie, a po to, by dążyć do spełnienia kanonów piękna i wpisać się w obowiązujące standardy? Jak zmienić sposób myślenia, by w tym wszystkim zadbać jednak o siebie samego? 

 

Oczywiście, że tak jest. Bardzo często ludzie chcą zrzucić kilogramy, licząc na to, że będą wtedy lepiej traktowani w pracy, bardziej doceniani, bardziej lubiani. Coś w tym jest, bo badania pokazują nam, że szczupłych ludzi traktuje się lepiej, a osoby w większych rozmiarach oceniane są dość stereotypowo jako leniwe i mało wydajne. Często mają poczucie, że jeśli im coś nie wychodzi, to dlatego, że są po prostu za duże. To nie jest właściwe myślenie! Brak akceptacji siebie czasem kończy się tym, że człowiek chudnie, ale przenosi te kompleksy na coś innego. W efekcie wcale nie czuje się lepiej, bo dostrzega defekty gdzie indziej. Myśli, że ma za dużo lat albo że ma zbyt piskliwy głos. Znajduje kolejny powód wykluczenia.

 

Ktoś, kto nie akceptuje siebie, może myśleć, że schudnięcie jest lekiem na całe zło. Nie jest! Oczywiście u ludzi, którzy redukują masę ciała występuje wzrost poczucia własnej skuteczności i sprawczości, ale nierzadko człowiek dalej kręci na siebie nosem, bo nie nauczył się bycia dla siebie samego wspierającym kompanem. To nie jest tak, że gdy na liczniku mamy mniej kilogramów, wszystko zaczyna się układać, a życie staje się pasmem sukcesów. Choć z pewnością ustaje uciążliwa fatfobia, człowiek lepiej czuje się we własnym ciele, jest zdrowszy, ale inne problemy nadal pozostają.

 

Wskaźnik BMI nie definiuje nas jako człowieka.

 

W ten sposób fatfobia nie znika, czeka po prostu na kolejną ofiarę. Tymczasem sporo mówi się o akceptowaniu różnorodności czy choćby inkluzywności w środowisku pracy. Jest szansa na zmianę w nastawieniu społeczeństwa do osób z nadwagą i otyłością?

 

Przekaz medialny mówi jasno: „albo jesteś idealna albo musisz coś ze sobą zrobić”. Społeczeństwo cały czas wyśrubowuje normy, do jakich mamy dążyć. Media społecznościowe promują nieskazitelny wizerunek człowieka jako istoty doskonałej pod każdym względem. Dziś w szkołach, podobnie jak dawniej, fat shaming jest prawdziwą plagą. Patrzymy na to i wzrastamy w tym. Mogłoby się wydawać, że społeczeństwo jest coraz bardziej świadome, otwarte, inkluzywne. Stajemy się coraz bardziej otwarci na mniejszości, ale nie na mniejszość, która jest największa – na ludzi z chorobą otyłościową.

 

Sama masz za sobą długą walkę z otyłością – udało Ci się zmniejszyć wagę o 65 kg. Na co musi przygotować się osoba, która rozpoczyna redukcję masy ciała? To nie jest ścieżka usłana samymi sukcesami, prawda? 

 

 Droga do redukcji jest ciągłą drogą na zasadzie: krok do przodu, krok do tyłu. To jest bardzo głęboka praca mentalna i na taką pracę, pełną górek i dołków, trzeba się odpowiednio przygotować.

 

W swojej książce napisałaś, że redukcję masy ciała należy zacząć przede wszystkim od pytania, czy mamy aktualnie odpowiednie zasoby mocy i czy to jest właśnie ten moment, by skoncentrować się na zdrowym odżywianiu i przestrzeganiu innych zasad. Tymczasem wielu z nas rozpoczyna dietę „od święta” – bo Nowy Rok, bo majówka, bo wakacje i plaża… 

 

Jeśli chorujemy na chorobę otyłościową, musimy dokładnie przemyśleć sobie strategię. Redukcja masy ciała i leczenie jest procesem bardzo angażującym. Dobrze jest zastanowić się, czy mamy na to siłę i czas. Jak będziemy radzić sobie z upadkami, które na pewno nadejdą? Dobrze jest w miarę możliwości otoczyć się specjalistami. Nie znaczy to, że mamy z nimi zamieszkać, ale warto skorzystać z kilku konsultacji – z diabetologiem/obesitologiem, dietetykiem czy psychologiem. 

 

Wielu moich pacjentów mówi: „jak to jest, że jem mało, jem zdrowo, ćwiczę, a nie chudnę?”

 

Powiedziałaś teraz o istotnej rzeczy – wsparciu specjalistów. Tymczasem z raportu „Holistycznie o problemie otyłości w Polsce” kliniki Holi wynika, że choć 77 proc. Polaków wie, że otyłość jest chorobą, to aż 90 proc. osób mierzących się z nią nie widzi potrzeby terapii pod okiem specjalisty. Czy możliwe jest wyjście z otyłości bez wsparcia lekarza? 

 

Myślę, że w społeczeństwie dominują dwie postawy. Z jednej strony wiemy, że jest to choroba, a z drugiej – leczymy ją powiedzeniem, że trzeba wziąć się w garść. To jest trochę tak jak z depresją. Wszyscy wiemy, że jest ona chorobą, a i tak nie brakuje rad w stylu: „weź prysznic, wyjdź na spacer, uśmiechnij się do słońca”.To, że wiemy, że coś jest chorobą, nie znaczy, że mamy świadomość tego, jak się ją leczy.

Otyłość jest ciężką, przewlekłą chorobą, obarczoną ryzykiem nawrotów. Chorobą trudną do leczenia. Robienie tego na własną rękę? Być może jest możliwe, ale na pewno trudne. Zacznijmy przede wszystkim od tego, że specjaliści zlecą nam różnorodne badania, przepiszą medykamenty, które mogą nam bardzo pomóc w tym procesie. Kiedy podejmiemy się tego wyzwania na własną rękę, będziemy doświadczać ogromnej frustracji. Wielu moich pacjentów mówi: jak to jest, że jem mało, jem zdrowo, ćwiczę, a nie chudnę?”. Złoszczą się na siebie i na swój organizm. Wymyślają, że muszą jeść jeszcze mniej. Tymczasem być może problem tkwi gdzie indziej? Być może problemem jest tarczyca, insulinooporność, inne schorzenia?

 

Kolejna sprawa – wsparcie psychologiczne. Z własnego doświadczenia wiem, że to jest niezmiernie ważne. Gdyby nie ogromna praca mentalna, to moja próba, która zakończyła się zwycięsko, wcale by taką nie była. W moim poczuciu redukcja wagi i wychodzenie z otyłości jest przede wszystkim zmianą sposobu myślenia o tej chorobie.

 

 Katarzyna Kucewicz

Katarzyna Kucewicz, fot. Tomasz Możdżeń 

 

Nie jest to tylko zrzucenie kilogramów?

 

Absolutnie nie. Niezależnie od tego, jaką drogą ludzie do tego dochodzą – czy farmakologią, czy bariatrią, czy zmianą diety – głowa jest bardzo ważna. Głowa, czyli zmiana podejścia do jedzenia, zmiana podejścia do swojego ciała, uważność na sygnały organizmu i umiejętność wsłuchiwania się w nie. To wszystko jest bardzo istotne. W narracji mówiącej „mniej jedz” i „ruszaj się”, zapominamy o czynniku, który jest tak naprawdę początkiem wszystkiego. O naszym umyśle. Wiele osób wychodzi z założenia, że wystarczy nam tabela żywieniowa i do przodu. Tymczasem problem z chorobą otyłościową bardzo często ulokowany jest gdzieś głęboko w duszy, w sercu. Związany jest z naszymi emocjami – z nieumiejętnością radzenia sobie z nimi. Ze stresem. Z pobudzeniem. Z nudą. W moim poczuciu człowiek, który chce na poważnie podjąć się redukcji, musi do niej przygotować się tak, jak do podróży. 

 

Ciężka to jest podróż? 

 

Tak, jest to ciężka podróż, ale też ciekawa. Z jednej strony bywają momenty bardzo trudne – człowiek musi ograniczyć sobie taką beztroskę, którą miał. W jedzeniu, w wyborach, w aktywności. Z drugiej jest to podróż, która uczy człowieka wewnętrznej dojrzałości i dyscypliny. Świadomości własnego ciała. Ta podróż to praca nad swoim ciałem, ale przede wszystkim nad swoim charakterem. 

Jak Ciebie zmienił ten proces? 

 

Wcześniej byłam osobą mało asertywną, pozwalającą wchodzić sobie na głowę. Taką przepraszającą za to, że jestem taka duża. Mimo tego, że siebie lubiłam i akceptowałam, to czułam, że ludzie oceniają mnie przez pryzmat tego, jak wyglądam. Jak mówiłam wcześniej, liczne badania dowodzą, że otyłość skorelowana jest z postrzeganiem człowieka jako leniwego, nieogarniętego, niegodnego zaufania, niepotrafiącego doprowadzić spraw do końca. Teraz bardziej staję po swojej stronie, bardziej pilnuję swoich granic.

 

Pracowników bardzo często ocenia się przez pryzmat ich wagi. Uważa się, że otyły pracownik jest mniej skupiony, leniwy, pozbawiony motywacji i mniej kompetentny.

 

Waga definiuje nas w pracy?

 

Pracowników bardzo często ocenia się przez pryzmat ich wagi. Uważa się, że otyły pracownik jest mniej skupiony, leniwy, pozbawiony motywacji i mniej kompetentny. Do tego oczywiście dochodzą jakieś wyśrubowane, dyskryminujące standardy, które może mieć pracodawca, np. że na danym stanowisku trzeba mieć nienaganną prezencję. Wobec tego pracownik z otyłością ma mniejsze szanse na zatrudnienie, rzadziej awansuje i przypisuje mu się chętniej negatywne cechy. To może być i jest bardzo trudne doświadczenie dla osób zmagających się z otyłością. Trudne i bardzo niesprawiedliwe, bo otyłość nie wynika z lenistwa. Nawet jeśli ktoś objada się słodyczami, to zawsze jest tego jakiś powód. Patrzenie na pracownika z otyłością jak na pracownika problemowego jest dyskryminujące, nieempatyczne i nie ma potwierdzenia w faktach. To tak, jakby zakładać, że pracownica, która jest blondynką, jest nie do końca mądra.

 

Z własnych obserwacji mogę powiedzieć, że osoba plus size często jest bardzo zaangażowanym pracownikiem. Skrupulatnym, sumiennym, w pełni oddanym – aż za bardzo. Dlaczego? Bo u takich osób często uruchamia się mechanizm samopoświęcenia – wówczas praca odbywa się kosztem siebie. Taki pracownik dba o wszystko dookoła, tylko nie o siebie samego. Zamiast powiedzieć, że teraz ma czas na lunch i nie spotka się z klientem, zajada emocje batonikami na śniadanie, obiad i kolację, żeby ktoś na niego nie czekał. Robi wszystko, żeby zadowolić innych. Oczywiście nie wolno tutaj generalizować, bo możemy spotkać ludzi z otyłością, którzy jako pracownicy będą po prostu nie w porządku. 

 

Jaką rolę odgrywa tutaj akceptacja samego siebie? Jeśli akceptujemy siebie, swoje ciało i wyższy wskaźnik BMI, jeśli dobrze czujemy się sami ze sobą, jest nam łatwiej rozwijać swoją karierę zawodową? 

 

Na pewno jest tak, że człowiek, który doświadcza fat shamingu, zaczyna w siebie wątpić, a to przekłada się na jego działanie i na wszystkie sfery życia, a nie tylko te dotyczące wyglądu. Z kolei ten, który mimo wysokiego BMI ma wysokie poczucie własnej wartości, zupełnie inaczej się zachowuje, jest bardziej pewny siebie.

 

W lutym 2024 r. odbyła się konferencja Najwyższej Izby Kontroli, podczas której wykazano, że otyłość jest problemem zarówno zdrowotnym, jak i ekonomicznym. Zwrócono uwagę przede wszystkim na budżet, jaki pochłonęła hospitalizacja spowodowana otyłością i leczeniem jej powikłań. Z otyłością związana ma być także wyższa absencja w pracy i niższa wydajność pracownika. Z badań wynika, że w ciągu 10 lat liczba dni nieobecności w pracy spowodowanej otyłością wzrosła siedmiokrotnie, a wydatki poniesione w związku z absencją – dwunastokrotnie. Jeśli choroba otyłościowa pracownika niesie za sobą konsekwencje finansowe dla pracodawcy, czy ma on jakiekolwiek prawo ingerować w to, ile waży pracownik i jak wygląda?

 

Uważam, że pracodawca powinien zachęcać pracowników do zdrowego stylu życia, kierując jednak taki przekaz nie tylko do grupy pracowników z problemem choroby otyłościowej, ale do wszystkich. Dofinansowując karnety na siłownię, organizując pogadanki ze specjalistami… Nie pogadanki o tym, jak chudnąć, ale jak się zdrowo odżywiać. Warto troszczyć się o zdrowie pracownika i jego kondycję psychofizyczną, pamiętając jednak, że jest bardzo cienka granica między taką troską a upokarzającym odchudzaniem pracownika. To ostatnie jest dyskryminującym zachowaniem.

 

Ale przecież bycie na diecie jest w modzie. 

 

Kultura diety zrobiła nam bardzo dużą krzywdę. Zarówno promowaniem samej mody na dietę, jak i używaniem różnych słów shamingujących. Chociażby takim sformułowaniem jak „jojo”, pod którym kryje się nawrót choroby. Przecież w kontekście depresji nikt nie mówi „jojo”, a depresja też może być nawracająca. Pomyśl, jak to brzmi: „mam jojo depresji”.

 

Prześmiewczo. 

 

Dokładnie. Nie ośmieszajmy ludzi. Mówmy o redukcji, a nie o odchudzaniu. Sama wystrzegam się chociażby słowa „gruba/gruby”, choć wiem, że próbujemy to neutralizować. Dla mnie jest to słowo bardzo opresyjne, nacechowane ogromną przemocą. Możemy przecież powiedzieć „osoba z chorobą otyłościową” czy nawet „osoba plus size”.

 

Słowa mogą mogą wpędzać w kompleksy, a tych na punkcie wyglądu mamy mnóstwo. Szczególnie na nas, na kobiety, narzuca się presję związaną z tym, ile mamy ważyć, jak mamy wyglądać, jaki rozmiar ubrań nosić. Czy nie jest tak, że w efekcie bardzo często sabotujemy też swoją karierę przez kompleksy? Wydajemy się sobie niewystarczające i niezbyt dobre?

 

Bardzo dużo kobiet ma poczucie, że choroba otyłościowa jest ich stoperem. Że ich waga stanowi blokadę, która uniemożliwia otoczeniu dostrzeżenie u nich innych cech i wartości. Myślą: „nie będę aplikować na to stanowisko, bo jestem za gruba”, „nie awansowałam, bo jestem za gruba”. Same siebie hamują, równocześnie myśląc, że schudnięcie będzie lekiem na całe zło. Ale tak wcale nie jest i liczne przykłady dowodzą, że schudnięcie raczej niewiele zmienia w aspekcie kariery (chyba że się jest modelką). Problem pojawia się czasem w momencie, kiedy zrzucamy kilogramy, a awansu nie dostajemy, na podwyżkę nie możemy liczyć, a propozycje współpracy wcale nie leżą u naszych stóp. Wtedy pojawia się napastliwe względem siebie myślenie: „co jeszcze jest ze mną nie tak? Gdzie jeszcze jest problem, skoro nie była nim moja waga?”. 

 

Uderzamy w same siebie i szukamy innych defektów? Błędne koło. 

 

Tak! Dlatego pamiętajmy, że zgubienie kilogramów nie jest lekiem na całe zło. Redukcja nie otworzy nam wszystkich drzwi.  

 

W takim razie, w jaki sposób przeprogramować myślenie? Jak nie robić sobie tej krzywdy?

 

Bardzo ważne jest to, aby zacząć od samoakceptacji. Nie buduj narracji, że jak schudnę, to zacznę siebie lubić. Zacznij proces redukcji od akceptacji samej siebie. Dopóki sobą gardzisz i masz do siebie milion pretensji, życie będzie dla ciebie katorgą, redukcja także. Akceptacja nie oznacza, że stoisz w miejscu i taka musisz zostać. Akceptacja oznacza: „OK, jestem fajna. Lubię siebie, ale idę dalej w kierunku zmiany. W kierunku pracy nad sobą. Bo mam na to ochotę i do tego przestrzeń”. Moment, w którym zaczynam siebie lubić, jest momentem, w którym jestem na siebie bardziej uważna. Wtedy ta podróż do redukcji naprawdę może być łatwiejsza, bo czujesz, że robisz ją sobie w prezencie.

 

Słowem zakończenia – czy Twoja podróż dobiegła końca? 

 

Dla mnie jest to podróż, która trwa cały czas. Mam wagę, jaką chciałam mieć, ale mam też poczucie, że choć dotarłam poniekąd na szczyt, to jest teraz moment, kiedy na tym szczycie muszę się urządzić. Muszę na nim zostać, nie chcę spadać w dół. 

 

Dużo wysiłku wymaga urządzenie się na szczycie?

 

Może nawet więcej niż wdrapanie się na niego. Kiedy idziesz i masz do pokonania kolejne etapy, to widzisz, że coś się zmienia. Możesz odhaczyć kolejne punkty z listy. One są namacalne. W przypadku utrzymania wagi, cały czas wkładasz wysiłek, ale po to, by ona się nie zmieniła.

 

Tego Ci życzę. Serdecznie dziękuję za rozmowę!

 

Katarzyna Kucewicz – psycholożka, psychoterapeutka. Od kilkunastu lat prowadzi praktykę psychoterapeutyczną w Warszawie. Napisała 5 poradników psychologicznych, w tym książkę „Waga z głowy” o czułej dyscyplinie w redukcji. Jest autorką wielu artykułów  psychologicznych, felietonistką magazynu „Wysokie Obcasy Ekstra”. Prowadzi webinary, grupy psychoterapeutyczne  i wsparcie mentoringowe dla wszystkich osób w procesie leczenia choroby otyłościowej. Można ją znaleźć na Instagramie @psycholog_na_insta.

 

Czytaj takze: Wystąpienia publiczne a trema – Ola Gościniak opowiada o swoich sposobach na lęk na scenie

Anna Rychlewicz

Anna Rychlewicz

Absolwentka dziennikarstwa i zarządzania mediami. Na świat patrzy przez pryzmat tego, jakimi słowami może go opisać. Słowa są także nieodłącznym elementem jej drogi zawodowej. Zajmuje się copywritingiem, redakcją oraz korektą tekstów. O rynku pracy, ubezpieczeniach, wnętrzach, podróżach, zdrowiu i modzie. Porusza tematykę społeczną oraz kryminalną. Pasjonują ją rozmowy z ludźmi. W czasie wolnym poszerza horyzonty i eksploruje otoczenie, prowadząc blog „Brzmi Znajomo”.

Więcej artykułów "Rynek pracy"

Polecane oferty

  • Młodszy specjalista ds. obsługi klienta - laboratorium weterynaryjne

    Vetlab Sp. z o.o.   Wrocław, ul. Wodzisławska 6    praca stacjonarna
    specjalista junior / mid  umowa o pracę  pełny etat  rekrutacja online  aplikuj szybko  aplikuj bez CV
    7 godz.
    Zakres obowiązków: Przyjmowanie materiału do badań, Wprowadzanie zleceń badań do programu laboratoryjnego, Telefoniczna i osobista obsługa klientów, Zamawianie i przygotowanie przesyłek kurierskich, Prowadzenie spraw biurowych.
  • Młodszy specjalista ds. obsługi klienta - usługi weterynaryjne

    Vetlab Sp. z o.o.   Katowice, ul. Żeliwna 36    praca stacjonarna
    młodszy specjalista (junior)  umowa o pracę  pełny etat  rekrutacja online  aplikuj szybko  aplikuj bez CV
    8 godz.
    Zakres obowiązków: Przyjmowanie materiału do badań, Wprowadzanie zleceń badań do programu laboratoryjnego, Telefoniczna i osobista obsługa klientów, Zamawianie i przygotowanie przesyłek kurierskich, Prowadzenie spraw biurowych.
  • specjalista (mid) / kierownik/koordynator  umowa o pracę  pełny etat
    8 godz.
    JEŚLI: jesteś osobą komunikatywną i dobrze zorganizowaną; sprawnie obsługujesz komputer (Word, Excel, Internet) charakteryzuje Cię wysoka kultura osobista, optymizm, uśmiech; nie boisz się pracy i wyzwań; jesteś przedsiębiorczy, wykazujesz inicjatywę; dodatkowym atutem będzie...
  • Specjalista / Specjalistka ds. obsługi klienta

    AZONIK sp. z o.o.   Białystok    praca stacjonarna
    specjalista junior / mid  umowa o pracę  pełny etat  aplikuj szybko  aplikuj bez CV
    8 godz.
    Jako Specjalista/ka ds. Obsługi Klienta w naszej firmie transportowej będziesz odpowiedzialny/a za zapewnienie wysokiego poziomu obsługi naszych klientów oraz wsparcie działań operacyjnych. Obowiązki: Komunikacja z klientami i rozwój relacji: Utrzymywanie stałego kontaktu z klientami w celu...
  • Cieśla

    AMB GmbH   Niemcy, Stuttgart   
    pracownik fizyczny  umowa o pracę  pełny etat  aplikuj szybko  aplikuj bez CV
    9 godz.
    Opis stanowiska: Szalowanie systemowe i tradycyjne (szalunki typu: Peri, Dola, Bauma, Noe, Titan)
  • Operator Wózka Widłowego

    Erontrans Sp. z o.o.   Pruszcz Gdański    praca stacjonarna
    pracownik fizyczny  aplikuj szybko  aplikuj bez CV
    9 godz.
    Do Twoich zadań należeć będzie: wspieranie procesów logistycznych (m.in. obsługa wózka widłowego) załadunek i rozładunek towarów; bieżące prace magazynowe; wdrażanie nowych rozwiązań mających na celu usprawnienie pracy magazynu;

Najnowsze artykuły

Leśniczy – opis zawodu, jak zostać, obowiązki wymagania, zarobki

Leśniczy – opis zawodu, jak zostać, obowiązki wymagania, zarobki

12 lipca to Dzień Leśnika, święto obchodzone przez leśniczych, pracowników Lasów Państwowych i innych jednostek zajmujących się opieką nad lasami. Olga Buczyńska p.o naczelnik Biura Prasowego Lasów Państwowych wyjaśnia, jak zdobyć pracę w leśnictwie. – Osoba ubiegająca się o stanowisko leśniczego musi zdać egzamin do Służby Leśnej, który potwierdzi jego / jej podstawowe kwalifikacje.

Szukanie nowej pracy – który miesiąc jest najbardziej odpowiedni?

Szukanie nowej pracy – który miesiąc jest najbardziej odpowiedni?

Czy szukanie pracy w wakacje to dobry pomysł? A może lepiej poczekać z wysyłaniem CV do jesieni? Rynek pracy cechuje pewna cykliczność, która sprawia, że w niektórych miesiącach pojawia się więcej ofert, a firmy chętniej powiększają kadrę. Podpowiadamy, kiedy jest dobry czas na szukanie zatrudnienia, a w jakim okresie możesz mieć nieco więcej trudności ze zdobyciem posady.

Jak stworzyć inkluzywne miejsce pracy? Wywiad z dr Joanną Skonieczną, Kierowniczką Programową KPH

Jak stworzyć inkluzywne miejsce pracy? Wywiad z dr Joanną Skonieczną, Kierowniczką Programową KPH

– Warto ocenić atmosferę w firmie już podczas rekrutacji. Zwrócić uwagę na to, na ile osoby rekrutujące pozostają w postawie otwartości i inkluzywności, jak formułują pytania, jak zwracają się do osoby starającej się o pracę – tłumaczy dr Joanna Skonieczna, Kierowniczka Programowa Kampanii Przeciw Homofobii. Wyjaśnia też, jak każdy z nas może stać się sojusznikiem_czką osób LGBT+ w pracy.

Jak walczyć z rutyną w pracy?

Jak walczyć z rutyną w pracy?

Codziennie idziesz do pracy tą sama drogą. I każdego dnia zaczynasz pracę z myślą, że nie czeka Cię dziś nic nowego... Rutyna jest jednym z głównych powodów wypalenia zawodowego. Z drugiej strony może dawać poczucie bezpieczeństwa i stabilności. – W różnych okresach życia potrzeba rutyny może ulec zmianie – wyjaśnia psycholog Joanna Marszalska. Kiedy zatem walczyć z rutyną i jak to robić?

Wzrost płacy minimalnej od 1 lipca 2024 roku

Wzrost płacy minimalnej od 1 lipca 2024 roku

Decyzją Rady Ministrów od 1 lipca 2024 roku wzrasta minimalne wynagrodzenie za pracę w Polsce. Podwyżka w stosunku do pierwszego półrocza jest niewielka, bo jedynie o 58 zł, jednak w porównaniu do ubiegłego roku wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę wzrośnie aż o 700 zł. Sprawdź nowe stawki wynagrodzenia brutto i netto, a także ile osób skorzysta z podniesienia minimalnej krajowej.

Rezydent turystyczny – jak zostać, kurs, wymagania, zarobki

Rezydent turystyczny – jak zostać, kurs, wymagania, zarobki

Osoby myślące o pracy w turystyce mają do wyboru nie tylko zatrudnienie w hotelu bądź obsługę klientów w biurze podróży. Ciekawą opcją jest wspieranie turystów w miejscu destynacji. Dla wielu osób to praca marzeń, pozwalająca na łączenie działalności zarobkowej z poznawaniem ciekawych miejsc i podróżowaniem po całym świecie. Brzmi zachęcająco? Wyjaśniamy, jak zostać rezydentem turystycznym.